Świstokliki

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 3

     Weszła do pomieszczenia z dosyć niepewną miną. W jej nozdrza od razu uderzył jaśminowy zapach, przeplatany delikatną nutką lawendy. Dziwna mieszanka, jednak nie to przyciągnęło największą uwagę Vivien. Zrobiły to kolorowe koraliki porozwieszane w jednej części pokoju. Dziewczyna zmarszczyła lekko nosek i zamknęła za sobą drzwi. Podeszła do szarego, wręcz nijakiego łóżka i położyła na nim swój plecak. Współlokatorki nie było widać w pobliżu, a szkoda. Chciała przekonać się, dlaczego Samuel jej współczuł.
     Leżała na łóżku, bawiąc się jednym z koralików, znalezionym na podłodze obok nogi mebla. Myślała o swoim dziadku. Kim tak właściwie był ten staruszek? Czy faktycznie znała go tak dobrze, jak jej się wydawało? Vi podświadomie wyczuwała, że ten mężczyzna krył wiele sekretów, o których ona nie miała zielonego pojęcia. Ale jaki miał interes w okłamywaniu jej lub ukrywaniu niektórych faktów? Tego nie mogła zrozumieć. Nie chciała natomiast, rozmyślać o braku pożegnania z opiekunem. Przecież nie mógł jej zrobić czegoś takiego, prawda?. Nie powiedział nawet zwyczajnego "Do widzenia", a o całusie w policzek na pożegnanie, nie mówiąc.
     Z rozmyślań wyrwało ją ciche skrzypnięcie drzwi. Podniosła się na łokciach do góry i wtedy ujrzała swoją współlokatorkę. Od razu wiedziała, że to ona będzie z nią mieszkać. Koraliki znajdowały się wszędzie; we włosach dziewczyny, a także na jej szyi, tworząc malownicze naszyjniki, plączące się między fałdami ubrań. 
    - Hej - powiedziała nieco niepewnie Vivien. Wstała także z łóżka, uśmiechając się lekko. - Jestem Vivien Black - wyciągnęła rękę w stronę dziewczyny. Współlokatorka spojrzała na nią niepewnie swoimi brązowymi oczyma, w których można było dostrzec drobniutkie zielone plamki.
    - Cześć - uścisnęła jej dłoń z rozmarzonym uśmiechem. - Aurelia Harvin - odsunęła się od Vi i podeszła do szafki, stojącej przy jej łóżku. - Myślałam, że będziesz wcześniej - cichy głosik wypełnił pomieszczenie. Po chwili można było usłyszeć towarzyszące mu szeleszczenie jakiś papierków. Dziewczyna gorączkowo przeszukiwała szufladę, jakby bardzo mocno chciała coś w niej znaleźć. W pewnym momencie wyprostowała się i podeszła do Vi. Wzięła jej rękę i włożyła w nią coś zimnego w dotyku. - Proszę, to dla ciebie.
    - Dziękuję - odpowiedziała, mrużąc podejrzliwie oczy. W końcu odważyła się rozprostować palce by móc ujrzeć ów tajemniczy przedmiot. Na szczęście był to tylko zwykły wisiorek z klepsydrą, w której przesypywały się drobinki piasku. Ku zdziwieniu Vivien piasek miał niebieski kolor, ale to dodawało uroku błyskotce. - Ja nic dla ciebie nie mam - zauważyła ze smutkiem. Nie przygotowała się na takie ewentualności.
    - Nic nie szkodzi - Vivien otrzymała kolejny promienny uśmiech, a następnie została całkowicie zlekceważona, ponieważ Aurelię pochłonęło czytanie książki.
     Vivien wzruszyła tylko ramionami i wyszła z pokoju, żeby przejść się po tej ogromnej budowli. Obstawiała, że dużo czasu zajmie jej poznawanie szkoły i zapewne przez cały pobyt w tym miejscu nie pozna niektórych jej sekretów. Było to stare miejsce i zapewne posiadało wiele tajemnych przejść, korytarzy, a nawet sal. A jeszcze kiedy pod uwagę wzięło się to, że mogło być magiczne... Wtedy już całkiem stanowiło istną tajemnicę i plątaninę zagadek.
     Po paru minutach spaceru, zaczęła zauważać, że się gubi. Już po raz trzeci ominęła tą samą rzeźbę, jednak korytarze wydawały jej się inne. Czyżby miała jakieś zwidy, a może ktoś jej robił głupie psikusy? Uparcie szła przed siebie, rozglądając się nerwowo na boki. W pewnym momencie miała nawet wrażenie, że przed oczami mignęła jej czupryna z blond włosami. Podświadomie wyczuwała, iż jest to chłopak, na którego miała nieszczęście trafić na samym początku pobytu w szkole.
     Kiedy potknęła się o jakiś sznurek, którego później nie mogła znaleźć, usłyszała złośliwy chichot. Dzięki temu miała całkowitą pewność, że nie wyobraziła sobie tego, iż jest tutaj ktoś oprócz niej. Zagryzła wargę i z determinacją wstała z ziemi. Zaczęła biec. Nagle ujrzała ciemną koszulkę i nie wahając się, wyciągnęła rękę, żeby złapać kawałek materiału w garść. Nie utrzymała, jednak tej osoby. W dłoniach został skrawek ubrania, a po napastniku nie było śladu. Westchnęła i po skręceniu w prawo, znalazła się na zatłoczonym korytarzu.

     Zaspała. Nie mogła w to uwierzyć, ale spóźniła się na zajęcia już pierwszego dnia. Wchodząc do klasy miała zakłopotaną i zawstydzoną minę. Nauczyciel obdarzył ją niemiłym spojrzeniem i kazał usiąść na wolnym miejscu. Zostało tylko jedno, obok dziewczyny z szarymi oczami i rudawo-brązowymi włosami. Miała delikatny, słodki uśmiech i czuć było od niej zapach sosny, jakby przed chwilą wyszła z lasu. Obdarzyła Vivien przyjaznym spojrzeniem, po czym wróciła do przerwanego zajęcia. 
     Cała klasa zajmowała się kwiatkiem, znajdującym się w jakiejś doniczce. Każdy własnym. Z tego, co zauważyła Vi, starali się, żeby roślinka wydała kwiaty. Jak na razie udawało się to tylko jednej osobie. Jakiemuś niziutkiemu okularnikowi, który nerwowo szeptał coś pod nosem.
    - Masz, tu jest twój obiekt ćwiczeń - obserwacje przerwał jej zdenerwowany głos nauczyciela. - Na tablicy widnieje zapisane zaklęcie. Z resztą radź sobie sama. Nie będę wracał do samego początku, tylko dlatego, że chciało ci się dłużej pospać - odwrócił się i szybkim krokiem przemierzył salę, idąc w stronę swojego biurka.
     Vivien spojrzała na tablicę, a później na kwiatek. Nie wiedziała, co powinna zrobić. Tak po prostu wypowiedzieć zaklęcie? Rozejrzała się po klasie, szukając wśród innych uczniów jakiejkolwiek podpowiedzi. Najwidoczniej chodziło o siłę woli, przynajmniej tak jej się wydawało. Wzięła głębszy oddech i wyrzuciła z siebie odpowiednie słowa.
    - Lordica maxium - miała przez ten czas zamknięte oczy. Po chwili odważyła się unieść jedną powiekę do góry. Zerknęła na kwiatek i... nic. Pozostawał  tym samym stanie, co przed wypowiedzeniem zaklęcia. Jednym słowem: porażka.
    - Nie przejmuj się. Chyba nikomu nie udało się za pierwszym razem - usłyszała melodyjny głos obok siebie. Przekręciła lekko głowę i natknęła się na szare oczy dziewczyny, z którą dzieliła ławkę. - To jest jedno z trudniejszych zaklęć. Tylko Artie sobie radzi, ale on ma spore zdolności i ciągle ćwiczy. Wiesz, taki typ kujonka - po tych słowach rzuciła spojrzenie w stronę chłopaka, po czym wróciła do pracy nad swoją rośliną.
     Większości grupy prędzej, czy później, udało się sprawić, że roślina rozwinęła niebieskie kwiaty. Tylko Vivien z łzami w oczach patrzyła na niezmienny wygląd swojego obiektu ćwiczeń. Nie czuła w sobie ani trochę magii. Już od początku wiedziała, że nie będzie pasować do tego miejsca. Teraz jej najgorsze przypuszczenia sprawdzały się w stu procentach!
    - No proszę. Nie dość, że się spóźniasz, to jeszcze ukazujesz tak marny poziom na moich zajęciach - nauczyciel zacmokał z niesmakiem, a także mściwą satysfakcją, jakby Vi zrobiła mu coś okropnego. - Otrzymujesz wpis, panno Black - uśmiechnął się złośliwie i zaczął notować coś na karteczce, która po chwili rozpłynęła się w powietrzu. Cała klasa wpatrywała się ze zszokowaniem w dziewczynę, nie zdającą sobie z prawy z tego, co przed chwilą tu zaszło.
     - Pięć wpisów oznacza obniżenie poziomu -  wytłumaczyła jej z przejęciem szarooka. Patrzyła na nią tak współczująco, że Vivien zacisnęła swoje pięści, modląc się o wytrzymałość. Przecież była na jednym z najniższych poziomów. Jak mogła spaść jeszcze niżej?
     Kiedy rozległ się gong, oznaczający koniec lekcji, jako pierwsza wybiegła z klasy. Udała się od razu do swojego pokoju, gdzie rzuciła się na łóżko. Nie płakała. Po prostu leżała, wpatrując się w sufit. 
     Następna lekcja miała odbyć się za dziesięć minut. Przez ten czas postanowiła się rozpakować. Nie miała zbyt wielu rzeczy, lecz wszystkie ubrania z plecaka wyjęła i starannie ułożyła w swojej szafie. Nagle coś wypadło z bocznej kieszonki i poturlało się pod łóżko. Gdy udało jej się wyciągnąć przedmiot, ujrzała zegarek. Dziadek pokazywał jej go parę miesięcy temu. Otworzyła pokrywkę ozdobioną fantazyjnymi, kwiatowymi wzorami i wyjęła zgiętą karteczkę, którą pokrywało znajome pismo.

"Kochana Vivien,
Przepraszam za to, co Ci zrobiłem. Mam nadzieję, że wkrótce Twoje szkolne życie się poprawi. W niebieskim swetrze powinnaś znaleźć niebieską tabletkę. Weź ją, a wszystko się zmieni. Pozostaje tylko pewne pytanie - czy będziesz na tyle odważna by zaryzykować?
Ares"

     Od razu rzuciło jej się w oczy, że dziadek podpisał się imieniem, którego używał bardzo rzadko. Przeważnie kazał ludziom zwracać się do siebie w inny sposób. Co, więc go skłoniło do takiej zmiany? Nie wiedziała. Zaczęła poszukiwania niebieskiego swetra. Znalazła go na samym spodzie małej sterty bluzek. Wyciągnęła z kieszeni tabletkę i przyjrzała jej się z uwagą. Niczym nie ryzykowała. Poczekała aż niebieski płyn w środku przeleje się z jednej strony na drugą i dopiero wtedy wzięła pigułkę do buzi. Błysnęło światło, a po nim przyszła ciemność. Ktoś wyłączył wszystko.

***
Przepraszam, że nowy rozdział dopiero teraz. Mam nadzieję, że może być :) Jestem otwarta na wszelkie rady i propozycje. Kto wie, może wasz pomysł zostanie zastosowany w opowiadaniu? Błędów może być sporo, ponieważ nie pisałam w Wordzie. Nie wiem, kiedy będzie następny wpis.
Chciałabym zadać wam pytanie. Czy mielibyście coś przeciwko pojawieniu się wątku homoseksualnego w tej historii?

12 komentarzy:

  1. Jest! Jest! Jest! I love you, ich liebe dich, ja ljublju tibja, ti amo, te amo, że tem, obaczam cie, wo ai ni, suki, kocham cię w 10 językach ;D nie wiem czy dokładnie tak się pisze ;P Ty się pytasz, czy ktoś ma coś przeciwko takim wątkom? Ja mam coś przeciwko, że jeszcze ich nie ma ;D To Twój blog, Willuś, więc pisz co chcesz i się nie patrz czy to ludziom pasuje. Pamiętasz, co mówiłyśmy na blogerów, którzy pisali: "Jak nie będzie komentarzy to nie piszę."? Pisuj! ;D Rozdzialik świetny. Nauczyciel taki jak Mister Bombastic-Sarcastic? Mam Ci coś pomóc? "Mógłbym coś pokroić, pomieszać... wydłubać..." Poznajesz cytacik? ;D Strasznie skaczesz po wydarzeniach i ze względu na to, że z mojej lewej strony leci mecz Hiszpania-Dania, nie mogę się skupić ;D Czemu ten blondynek jej dokucza tak od początku? Dużo tekstu. Mało dialogów. Wiesz, niektórzy (ekhem ja) mają problem z czytaniem opisów ;P Jakpyś potszebowała bety to ja mieć ręcki f guże ;D Jak na dużą ilość zdań złożonych, nie dopatrzyłam się błędów, więc OK ;) Tam wiesz tylko interpunkcja, ale po ostatnich blogach jakie czytałam w tym tygodniu tekst, gdzie nie ma wyrazów "puźno" i "proźba" i brak przecinków przy wtrąceniach, jest dla mnie zbawieniem. No i jak się domyślasz pewnie, mam do odrobienia lekcje, dlatego tak długo piszę ;D Czekam! A wiesz po ostatnim, że czekać nie umim i spamuje ;DDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że strasznie skaczę, ale jakoś tak wyszło. Gdybym chciała wszystko dokładnie opisywać wyszłoby mi z 400 rozdziałów >.<
      I ten, może kiedyś będzie lepiej xd A interpunkcja to mój wruk i mamy ochotę się pozabijać, więc zrozum ;p

      Usuń
    2. No to bierzesz jednorożca od Voldzia i idziesz na bitwę z okrzykiem "Za Narnię i za Aslana!" i robisz rozróbę jak w bitwie o Hogwart, bo ostatnia bitwa w Zmierzchu to jakiś taki kit im wyszedł i idziemy rozwalać tego wroka. Wyobraź sobie Dropsa, częstującego Ciebie cytrynowymi dropsami. Łatwo się wtedy budzą mordercze instynkty ;D

      Usuń
    3. Albo taka bitwa jak w LOTR ;P To by było coś, nie sądzisz?

      Usuń
    4. Ale to się liczy jako jeden! ;D Zamawiam LegoLegolasa ;D

      Usuń
    5. Dobra, to ja biorę Aragorna ;p

      Usuń
    6. Znalazłam parę fików z nimi, ale nie ma ich zbyt dużo po polskiemu ;(

      Usuń
    7. Ja nie szukałam. Jakoś mi się nie chciało xd

      Usuń
    8. Cokolwiek kiedykolwiek jakkolwiek Ci się chciało? ;D Oprócz tego, że piszesz właśnie dla mnie kolejny rozdział ;DD

      Usuń
    9. Jestem takim leniem ;_;

      Usuń
  2. Ja tam nic nie mam przeciwko związkom homoseksualnych. Tylko pisaj częściej bo to jest genialne! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Postaram się, chociaż wena to złe stworzonko i trzeba ją łapać, żeby cokolwiek z siebie "wypluć" ;P

      Usuń