Świstokliki

czwartek, 31 stycznia 2013

Rozdział 4

     Obudziło ją mocne potrząsanie ramieniem. Dlaczego ktoś ją wyrywał z tego pięknego snu, w którym miała moc? Czuła przepływające przez swoje ciało ciepło i widziała kolorowe światełka dookoła. Czemu to musiało zniknąć i zostać zastąpione chłodem pokoju, w którym ktoś wyłączył ogrzewanie?
     Leniwie otworzyła oczy i pierwszą rzeczą, którą ujrzała były brązowe, długie włosy współlokatorki. Dziewczyna wpatrywała się w nią z troską. Vivien nie miała pojęcia, co się stało i dopiero po chwili przypomniała sobie o połkniętej tabletce. Niepewnie spojrzała na swoje dłonie, jakby chciała ujrzeć w nich jakąś zmianę. Niestety, były takie same jak zwykle.
    - Coś się stało? - usłyszała zatroskany głos Aurelii. W odpowiedzi pokręciła przecząco głową, czuła się dobrze.
    - Wszystko w porządku - odparła, zdobywając się na lekki uśmiech. Podniosła się nawet z podłogi i ku własnej uldze zauważyła, że faktycznie czuje się dobrze. Zerknęła na zegarek. Przeleżała tak dwie minuty, całe szczęście, w innym wypadku znów spóźniłaby się na lekcję. - Wracajmy na zajęcia - dodała, podchodząc do drzwi.
    - Jesteś jakaś inna - brązowe oczy wpatrywały się uparcie w Vi, jakby zdolne dostrzec jej duszę, jej serce. 
    - Wydaje ci się - odparła szybko i wyszła na korytarz. Czyżby faktycznie coś się zmieniło i Aurelia to zauważyła? Ale jak? 
    - Ma moc...  - zadowolony uśmieszek wypłynął na usta Au. - Tak, jak przewidziałam - powiedziała jeszcze, po czym zgarnęła kilka koralików z szuflady i włożyła je do jednej z kieszeni w spodniach.

Vivien biegła przed siebie. Chciała jak najszybciej dotrzeć do klasy, żeby nie narażać się na gniew nauczyciela. Na szczęście tą trasę zdążyła już poznać. Nagle ktoś złapał ją za nadgarstek, na co zareagowała piskiem. Przy tym między jej palcami przebiegła niebieska iskra, która poraziła napastnika dziewczyny. Odskoczył na bok i spojrzał na nią ze strachem.
    - Spokojnie! To tylko ja - Vi westchnęła cicho, widząc Samuela. Po chwili uśmiechnęła się szeroko do niego.
    - Przepraszam, nie chciałam tego zrobić - jej oczy ukazywały, że naprawdę jest jej przykro z powodu tego zajścia. Cieszyła się, jednak, że jej moc jakoś zareagowała. Czyżby faktycznie odzyskała umiejętności? Tak, jak powiedział dziadek?
    - Wierzę ci - skinął głową i dla większego przekonania, wyszczerzył zęby w uśmiechu. - Gdzie teraz idziesz?
    - Sala numer dwieście - odparła szybko. Powtarzała ten numer w swojej głowie do znudzenia. Nie chciała się zgubić, a w razie czego mogła zapytać o drogę. Co innego, gdyby nie pamiętała numeru klasy.
    - Ja też idę na te zajęcia. Jestem fatalnym uzdrowicielem, dlatego ciągle siedzę na tym poziomie. Czasem zastanawiam się, czy nie mogliby mi tego odpuścić, żebym mógł pójść, gdzieś indziej, osiągnąć coś więcej - zmarszczył nos z niezadowoleniem.
    - Myślę, że uzdrowicielstwo może mieć znaczenie, skoro chcesz być wojownikiem. Co byś zrobił, gdyby w walce ktoś cię zranił i nie mógłbyś się w żaden sposób uleczyć, hm? - uniosła brew do góry, patrząc na niego z zaciekawieniem, a także wyzwaniem.
    - Bez obaw, w naszym królestwie nie ma walk - odpowiedział nonszalancko. Zbiło to nieco z tropu Vivien. Jak to nie ma walk? A opowieści dziadka? Przecież mówił, że są prawdziwe. Piątka przysyła demony do kraju, żeby niszczyć szkodliwych dla nich osobników. Podobno zarządzili nawet kiedyś zabicie dzieci; niemowlęta, urodzone piętnastego lipca. Całe szczęście, że Vi urodziła się szesnastego. 
    - Skoro tak mówisz - rzekła cicho. Nie chciała się kłócić. Nie z takiego powodu, kiedy nie była do końca pewna prawdy.
    - Panie przodem - przepuścił ją w drzwiach, gdy doszli do klasy. Zajął jedno z miejsc i poprosił by usiadła obok niego. Zrobiła to z chęcią, ponieważ nikogo więcej nie znała.
     Nagle do sali weszła jakaś grupka, robiąc przy tym sporo zamieszania. Vivien ujrzała kilku chłopaków, jednak między nimi znajdowała się pewna znajoma postać. Owy blondyn, na którego wpadła dzień wcześniej. Skrzywiła się, gdy machnął w jej stronę lekceważąco. Samuela nie zaszczycił nawet spojrzeniem. Natomiast Vi to zrobiła. Skierowała swój wzrok na chłopaka, jednak szybko odwróciła go w drugą stronę, widząc wyraz twarzy swojego przyjaciela. Miała nadzieję, że może go tak nazywać. Sam wydawał się być zachwycony. Jego oczy lśniły podekscytowaniem, a na ustach rozciągał się szeroki uśmiech.
    - Nie spodziewałem się, że Thomas dzisiaj przyjdzie. Przeważnie omija tą klasę szerokim łukiem. Nienawidzi tych zajęć - wyjaśnił dziewczynie, myśląc, że właśnie o to chciała zapytać.
    - On ci się podoba - wypaliła, zanim zdążyła się pohamować. W tym czasie w klasie było na tyle cicho, że parę osób odwróciło się w ich stronę.
     Na policzkach Sama pojawił się ciemny rumieniec, zaś oczy skierowały się w stronę dłoni. Doskonale było widać po nim, że jest zawstydzony. W końcu nieśmiało odważył się zerknąć na Vivien.
    - To aż tak widać? - spytał zrozpaczonym tonem, ukrywając twarz w rękach. 
     Spojrzała ze współczuciem na chłopaka i skinęła lekko głową. Nie chciała go okłamywać, jednak powiedzenie prawdy również sprawiło jej trudność. Dopiero poznawała Sama, a już musiała wydarzyć się taka sprawa, przez którą on mógł się od niej odsunąć. Jak się okazało, te obawy były całkowicie niepotrzebne.
    - Jestem takim idiotą - mruknął, bawiąc się bransoletką. - On powinien być ostatnią osobą, która może mi się spodobać. Widzisz, nasze rodziny są skłócone od bardzo dawna. Tak właściwie to nawet nie wiem dlaczego, ale obiło mi się o uszy, że jest to związane z Piątką. Wiesz, tą Piątką - poruszył w zabawny sposób brwiami, wywołując tym chichot u Vi.
     Słyszała o Piątce od dziadka. Większość ludzi ufała im bezgranicznie, jednak on zawsze ją ostrzegał by patrzyła na nich z przymrużeniem oka. Nie powinna wierzyć im we wszystko, czy rzucać się w ogień, gdy mieli taki kaprys. Staruszek opowiadał jej wiele historii o nich, lecz teraz nie mogła być pewna o prawdziwości wszystkich z nich.
    - Tak, wiem o jaką Piątkę chodzi - nie była aż taka głupia i niedoinformowana. Chyba każdy słyszał w tym kraju o pięciu postaciach, spowitych w swoją legendarną czerń. Podobno przez parę ostatnich lat pojawiała się tylko czwórka, jednak nikt nie chciał wierzyć w to, że ostatni z nich zaginął.
     Kiedy do sali wszedł nauczyciel, wszystkie szepty ucichły. Tylko Samuel spoglądał dziwnie na Vivien. W pewnym momencie przysunął się do jej ucha i wyszeptał parę słów:
    - Ale jaki on ma wspaniały tyłek. Oczywiście mówię o Thomasie - uśmiechnął się zawadiacko, a następnie oparł policzek o zimny blat ławki, jakby cała ta sytuacja nie miała miejsca. A jednak miała, o czym świadczyła zaróżowiona twarz Vi. 

***
Krótko, bo krótko, ale jest :) Mam nadzieję, że się podobało.

13 komentarzy:

  1. Podobało się?! ;D Czy wszyscy dzisiaj czytają mi w myślach? Mam dzisiaj gejowski dzień - kumpel z problemem, zajebisty film, pytania na asku i jeszcze ten rozdział ;D Czekaj, bo się pogubiłam trochę: ten blondyn w tym rozdziale to ten, co się podoba Samowi, a nie Nathan(?)? Wiesz może być krótko byle często i dobrze ;D Ej, serio się poprawiłaś od kiedy ćwiczyłaś do olimpiady, normalnie jakbym czytała jakąś moją fantasy ;D Vi została okłamana z tą datą? ;P Nasza sorka od matmy uważa, że coś powtórzone 3 razy lepiej się przyjmuje, a więc: świetnie, świetnie, świetnie! Oby tak dalej! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdradzę coś w sekrecie - to bliźniacy xD I czy ja wiem, czy to olimpiada? Może po prostu trochę się postarzałam ;P
      Dziękuję za opinię, mój fanie numer jeden ;)

      Usuń
    2. + Tak, została okłamana. Ogólnie dziadziuś to sporo jej nakłamał, ale wszystko okaże się dopiero później. Obstawiam, że już się domyślasz, dlaczego on to zrobił. Może nawet kim jest i kim nie jest xD

      Usuń
    3. Nie ma piątego z Piątki... Czemu ja Cię tak uwielbiam??? A, no tak, dałaś bliźniaków! ;D Będzie jeszcze coś w ten weekend?
      Fan numer jeden ;D

      Usuń
    4. Mhm :) Nie wiem czemu ;P I nie wiem, czy będzie coś w ten weekend, bo będę nieprzytomna zapewne xD

      Usuń
    5. A więc kawa, ciasteczko, komputerek i do roboty! ;D Geez, ile można spać? (tak, ja się pytam ile można spać ;D)

      Usuń
    6. Dłuuugo. I nie wiem, czy jutro będzie rozdział, zobaczy się ;)

      Usuń
    7. Wiem, że długo ;D Normalnie aż mnie wczoraj zainspirowałaś do kontynuacji mojej książki, ale jak zobaczyłam to, co kiedyś tam nabazgroliłam to aż się załamałam i wielkie planu poszły... do Zakazanego Lasu ;D

      Usuń
    8. To pewnie pojawią się tam ciekawe pomysły. Pisaj, pisaj, bom zainteresowana :D

      Usuń
    9. To to stare "Tajemnica początku" i jakoś nie mam weny, może w ferie coś naskrobię ;D
      Sandy

      Usuń
  2. Oooooo, Sam gejem? A myślałam, że on będzie z Vi ._. Ale i tak fajnie, ba, super! Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, Safcia moja <3 Dziękuję za opinię. Fajnie, że udało mi się zaskoczyć, co niektórych, np. Ciebie ;)

      Usuń
  3. Rusz ten tyłek i napisz coś wreszcie, bo jak Cię kopnę, to na Księżycu znajdziesz tą wenę! Co to ma być, ja się pytam?!
    Sebuś ;P

    OdpowiedzUsuń