Świstokliki

poniedziałek, 7 stycznia 2013

Rozdział 1

     Tego dnia las był cichy i tylko od czasu do czasu wiatr bawił się między gałęziami ogromnych drzew. Zwierzęta pochowały się w swych norach, zapewne wyczuwając zmianę pogody. Ze wschodu, na małą wioskę położoną tuż przy borze, zmierzały ciemne chmury. Z każdą chwilą niebo stawało się ciemniejsze, zaś z oddali zaczęły dobiegać dźwięki grzmotów, wprowadzających wszystko w lekkie wibracje swą mocą.
     Nagle cisza została przerwana dźwiękiem łamanych gałązek. Ktoś dosyć szybko przemierzał zarośnięte ścieżki, usiłując wydostać się z niebezpiecznej pułapki, którą las stawał się w tym momencie. Małe, bose stopy uderzały rytmicznie o podszycie, a towarzyszył im stłumiony odgłos psich łap. Na drodze, co parę metrów dało się zauważyć kilka zgubionych malin. Czymże jednak były te owoce w chwili takiego zagrożenia? To miejsce było niebezpieczne, szczególnie, kiedy targał nim żywioł.
     – Wróciłam! – rozległ się dziewczęcy głos w małej, drewnianej chatce. W tym samym czasie za oknem pojawiła się pierwsza błyskawica.
     Dziewczynka wkroczyła do środka, szukając dziadka. Nie odzywał się, więc coś musiało się stać. W jej sercu z każdą mijającą sekundą narastał coraz większy lęk. Staruszek zawsze odpowiadał i wychodził jej na powitanie, gdy wracała ze swych leśnych wędrówek. Co go zatrzymało tym razem?
     Weszła do izby, służącej za kuchnię i odetchnęła z ulgą. Mężczyzna siedział przy stole i tępo wpatrywał się w okno. Już dawno zaczął się garbić i starzeć w zastraszającym tempie, jednak teraz było to doskonale widoczne. Drobna postać, obejmowała dłońmi kubek. Palce staruszka drżały i ukazywały to, że jest on przyzwyczajony do ciężkiej pracy. Zawsze budził szacunek w innych ludziach, lecz teraz wyglądał krucho, niczym małe dziecko, obawiające się ciemności. Siwizna zdobiła jego włosy, których i tak niewiele zostało na głowie. Mądre, ciepłe, brązowe oczy były w tej chwili zamknięte, a w ustach tkwiła fajka, wyrzucająca z siebie kłęby dymu.
     – Dziadku – drgnął, słysząc jej głos i uniósł powieki do góry. Starał się posłać w jej stronę uśmiech, lecz słabo mu to wychodziło. – Przyniosłam maliny –oznajmiła dziewczyna, stawiając dzbanuszek na jednej z szafek.
     Skinął głową i wskazał jej krzesło przy stole. Posłusznie zajęła miejsce, nieco zaniepokojona postawą mężczyzny. Nigdy nie zachowywał się w ten sposób. Starał się udawać przed nią spokój, jednak ona doskonale wiedziała, że jest roztrzęsiony.
     – Przeczytaj list – powiedział krótko, wskazując wnuczce kopertę leżącą na stole. Nie zauważyła jej wcześniej, ponieważ za bardzo zaabsorbował ją staruszek.
     Sięgnęła po biały papier i wyjęła list. Koperta została już otworzona, zapewne przez dziadka. Serce dziewczynki zaczęło bić szybciej, kiedy spostrzegła, że wiadomość jest zaadresowana do niej. Czuła się mile połechtana tym faktem, jednak ziarenko niepewności ciągle tkwiło w jej sercu, które zaczęło bić w szalonym rytmie.

„Szanowna Vivien,
    Serdecznie pragniemy zaprosić Cię do uczęszczania do naszej placówki, kształcącej młodych, zdolnych ludzi, do których zaliczasz się również Ty. Szkoła Everst zapewnia doskonały poziom nauczania, przyjazną atmosferę, a do tego zakwaterowanie na przyszłe lata nauki.
    Dostajesz ten list po ukończeniu szesnastu lat. To jest jeden z warunków zostania studentem naszej placówki. Drugim jest posiadanie odpowiedniej ilości mocy. Wyjątkowe umiejętności zostały u Ciebie zarejestrowane po urodzeniu, zaś teraz osiągnęłaś odpowiedni wiek by je rozwijać.
    Mamy nadzieję, że zaszczycisz grono społeczności uczniowskiej szkoły Everst, gdyż nieupilnowane moce mogą stanowić zagrożenie dla Ciebie oraz innych ludzi. Spis wymaganych rzeczy do rozpoczęcia nauki został zamieszczony na drugiej kartce. Prosimy się z nim zapoznać i zaopatrzyć w wymienione przedmioty.
Z poważaniem
Dyrektor Faust

     Dziewczyna skierowała pełne niedowierzania spojrzenie na dziadka. Czyżby te wszystkie zaklęcia, mikstury i bajki na dobranoc były prawdziwe? Miały jakieś większe znaczenie i właśnie teraz ona została w to wszystko wplątana? I moce? Jakie znowu moce? Nie miała żadnych, a nawet nie czuła, że jest jakoś uzdolniona. Wątpiła by to wszystko było żartem, wymyślonym przez dziadka, jednak jej umysł ciągle podsuwał teorie, wykluczające realność tej sytuacji.
     – Nie mogę zatrzymać Cię w domu – oznajmił staruszek, po czym zaciągnął się dymem. Przez cały czas nie patrzył jej w oczy i dopiero teraz odważył się to zrobić. – Musisz tam iść, chociaż ja wcale tego nie chcę –westchnął i zmienił swoją pozycję. Znów przypominał tego potężnego mężczyznę, od którego czuć było siłę. – Musisz, jednak coś wiedzieć zanim wyruszysz. Nigdy, ale to nigdy, nie przyznawaj się do tego, że wiesz więcej niż inni. Rozumiesz? – jego spojrzenie stało się twarde, natarczywe, wywołujące lęk u Vivien. – Zapamiętaj, masz nie pokazywać, że nauczyłaś się czegokolwiek przed pójściem do Everst. Jeśli nie zastosujesz się do tej rady, wpadniesz w kłopoty.
     W tej chwili nie rozumiała niczego. Po co uczyła się tego wszystkiego, skoro teraz miała milczeć? Była, jednak mądrą dziewczyną i pojęła, w czym rzecz. Jej oczy otworzyły się szerzej i w tym samym czasie błyskawica rozświetliła pomieszczenie. Deszcz lunął.
     – To jest nielegalne, tak? – nie otrzymała odpowiedzi słownej, ale oczy staruszka mówiły więcej niż tysiąc słów. Zaczerpnęła głębszy oddech i zaczęła wyłamywać palce. –Czy… - przełknęła ślinę i dopiero wtedy kontynuowała – Czy coś może mi się stać, gdy ktoś się o tym dowie?
     Było widać, że mężczyzna się waha. Nie udzielił odpowiedzi od razu, a mijający czas wydawał się przedłużać w nieskończoność.
     – Karą za praktykowanie tego rodzaju magii jest śmierć – powiedział cicho. – Nie sądziłem, że będziesz na to narażona. Nie sądziłem, że przyjmą Cię do tej szkoły. Cholera, to wszystko miało być planem awaryjnym i nigdy się nie przydać – mamrotał rozgorączkowany.
     Duży, czarny pies skrył się pod stołem i przytulił do nogi Vivien, jakby czując, że dziewczyna potrzebuje teraz wsparcia. Nie na co dzień dowiadywała się takich rzeczy. To wszystko wydawało się być baśnią lub snem, z którego zaraz się obudzi. Niestety, kiedy uszczypnęła się w rękę poczuła ból i wiedziała, że od tej chwili jej życie się zmieni.
     – Czy jest wyznaczony termin, w którym mam zjawić się w szkole? – spytała cichym, a zarazem stanowczym głosem. Nie zdoła uciec przed przeznaczeniem, o czym wiedziała doskonale. W końcu nie raz słyszała to zdanie z ust dziadka, chociaż teraz powoli przestawała ufać słowom tego mężczyzny. Wydawał się jej obcy, a całe jej poprzednie życie przeplatane niedomówieniami z jego strony.
     – Jutro. Jutro po Ciebie przyjdą – powiedział to z bólem w oczach, którego nigdy wcześniej tam nie widziała, zwalczając tym samym wszystkie podejrzenia. Teraz pozostawał tylko lęk i chęć poznania tego, co dotychczas było nieznane.

***
Jest pierwszy rozdział! Wyszło mi nieco więcej niż 1000 wyrazów, wow. Mam nadzieję, że się spodoba. Jeśli widzicie jakieś błędy, piszcie śmiało. Wszelkie opinie również są mile widziane. Chcę też wyjaśnić, że później pojawi się humor i sytuacja nieco rozluźni, jednak na razie musi być poważnie.
Zakładki „O blogu” i „Autorka” zostały uzupełnione.

7 komentarzy:

  1. No, no, Pani Black, Pani ma lekki styl pisania i podoba mi się to, naprawdę.
    Co z tego, że jest poważnie, jeżeli przyjemnie się czyta?
    Zostaję tutaj, czekam na kolejny rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja, V.! :) Dziękuję bardzo. Mam nadzieję, że wybaczysz mi odejście z SFG.

      Usuń
    2. Przebolałam, jasne :)
      Ps. Ta szkoła i tak się nieźle posypała. Nie wiem, czy to ja, czy jakiś pech, ale gdzie się pojawię to autorzy wymierają Oo

      Usuń
    3. Uff, kamień z serca :D
      Ja też tak mam. Niestety coraz mniej osób angażuje się jakoś bardziej. Cieszę się, jednak, że jestem chociaż na jednym blogu, na którym coś się dzieje :)

      Usuń
    4. Ja mam pecha; gdzie się nie pojawię, tam wszystko wymiera. Eh, eh...
      Prześliczny szablon masz :3

      Usuń
  2. Od razu mówię: 0 punktów za wkręcanie mnie z tym blogiem ;P Co ja właściwie wtedy powiedziałam? Zarys fajny, aż przypomina mi się dzieciństwo ;) If you know what I mean ;D

    OdpowiedzUsuń